Przygotowani, zwarci, gotowi – i odjazd w siną dal, tym razem wycieczka na Korčulę i Pelješac, połączona ze szkoleniem na temat pozyskiwania środków unijnych na dofinansowanie naszych projektów polonijnych. Niestety nie wszyscy mimo chęci mogli uczestniczyć w wycieczce. Jeszczy tylko wspólne grupowe zdjęcie w Splicie i odjazd. Droga długa i szeroka, ale minęła szybko. Jednak tuż przed naszym celem, czyli wyspą Korčula, podskoczyła nam adrenalina. Czy zdążymy na prom? Ciśnienie wszystkim podskoczyło, bo szczerze mwiąc nie było dużych szans, abyśmy zdążyli, lecz nasi opreatywni mężczyźni Roman i Ivan wykazali się bystrością pod hasłem „od czego jest telefon”, jeden z przodu, drugi z tyłu autobusu, ale zadziałała telepatia i obaj zadzwonili do Jadroliniji celem zatrzymania promu, ponieważ jedzie SPECJALNA EKIPA. Przecież to w końcu PTK POLONEZ. Udało się, prom czeka w porcie, jeszcze tylko bilet. Monika sprintem pobiegła do kasy zakupić bilety. Koniec końców dotarliśmy do naszego celu, czyli hostelu w mieście Korčuli. W sobotę intensywny dzień – zwiedzanie miasta Korčula, gdzie urodził się słynny podróżnik Marko Polo, z profesjonalnym przewodnikiem, panią Lucką. Przeszliśmy całą starówkę, która ma kształt ryby. Kolejnym punktem programu było panoramiczne zwiedzanie wyspy. Odwiedziliśmy Blato, stolicę wyspy, czyli miasto, które powstało w XV wieku, zobaczyliśmy równiez Lumbardę ze słynną plażą piaszczystą oraz najwieksze miasto na wyspie, Vela Lukę. Po pasjonującym zwiedzaniu wyspy udaliśmy się na odbiad do miejscowości Račišće. Restauracja „Vala” jest przepięknie położona przy renesansowym kościółku nad brzegiem morza. Gospodarze restauracji przygotowali dla nas domowy obiad z przepysznym deserem panna cota. Z cięzkimi brzuchami wracamy do naszego hosteliku na szkolenie (ale o tym w osobnym artykule). Wieczorem był obowiązkowy spacer pod hasłem „Korčula by night”.
W niedzielę szybkie wykwaterowanie i na prom, chociaż większośc jeszcze spała na stojąco.

Przejeżdżamy oporanku przez krainę wina, czyli piękny Pelješac i zatrzymujemy się w jednej z winiarni w sercu półwyspu. Tam część naszej grupy degustowała wina Dingač i Plavac, a część dokonała zakupów. Jedziemy dalej, podziwiając piękne widoki na Pelješacu. Niestety, w wielu miejscach widać ślady pożaru który spustoszył Pelješac dwa lata temu. Docieramy do Stonu. W Stonie wspólne, prawie piknikowe śniadanie było wszystko az podniebienie cieszyło. Następnie był czas wolny. Dzieci udały się na mury stońskie, nazywane chorwackim murem chińskim. Częśc poszła zwiedzań starówkę Stonu. A była też grupa, spragniona mocnych wrażeń, która udała się na ostrygi; można sobie wyobrazić, co się potem działo. Po Stonie ostatni punkt programu – SAFARI PO NERETWIE – brzmi tajemniczo. Dojeżdżamy nad jezioro KUTI i tu wsiadamy do malowniczej łodzi z naszym sternikiem panem Crnčević, który nas wiedzie swoją łódką po tajemniczych zakątkach i cudach natury na rzece Neretvie. Przemierzaliśmy na łódce wodny szlak wśrod wspaniałych tataraków, a między nami pływały przepiękne białe lilie wodne jak w Nocach i Dniach oraz prawie że polskie kaczeńce. Płynąc dalej widzimy rodzinę osiołków, która nam przychodzi na przywitanie. Płyniemy dalej słuchając ciekawego opowiadania przewodnika po Neretvie i widzimy kormorana! Co za widok! A cały czas podczas naszej podróży safari po Neretvie towarzyszą nam góry, odbite w lustrze wód Neretvy. Po przepięknym spływie Neretvą docieramy do konoby. Tu czeka na nas wspaniały obiad z dóbr rzeki i doliny Neretvy. Rybki, żabki, kulki rybne – ach co to była za pychota, a dodatkowo neretwiańskie mandrynki i wspaniała zabawa przy muzyce.
Czas szybko zleciał i trzeba było wracać do domów. Wszyscy jechaliśmy naładowani energią i wspaniałymi wspomnieniami. Jedyne co to jedna z organizatorek straciła głos, ale co tam.
Opracowała: Monika Waligórska
