kolejne coroczne pieczenie pierogów
Czas Fešty bobu zbliżał się. Należało się zmobilizować, rozdzielić siły na zamiary do prezentowania i sprzedawania naszych najlepszych produktów, które są wizytówką naszego towarzystwa podczas Fešty bobu. Są to krakowskie pierożki, słoneczne ciasto, galaretki a do tego wszystkiego przepyszne napoje bogów. Przewodniczące zarządziły o powstaniu 4 zespołów:
- 1 zespół to dziewczyny Kasztelanki i Renata
- 2 zespól to Waligórscy
- 3 zespół to Małgosia i Maria
- 4 zespół to Basia i Marysia
Zespoły uwijały się jak mrówki, ponieważ ustalono normę 840 pierogów, czyli każdy zespół miał zrobić 210 pierogów krakowskich. To coroczny hit naszego towarzystwa. Miłą niespodzianką było, iż każdy zespól zrobił więcej, czyli samych pierogów było 950, do tego 70 naleśników, tort cytrynowy z bobem, makaron i kolorowe galaretki w ilości 50 szt. Nasze stoisko było uzupełnione przez produkty od Pana Konsula i jego żony, Pani Bożeny. Był to własnoręcznie wypieczony przez Panią Bożenę chlebuś i polskie najlepsze pomadki. Wśród pasibrzuchów słodkości zrobiły furorę.
Należy przy tym wspomnieć, iż nasze stoisko miało jedną z najładniejszych dekoracji.
Ale największą atrakcją tegorocznej, ósmej już Fešty bobu, były nasze regionalne stroje ludowe (krakowskie), w które byli ubrani Agnieszka, Monika i Roman. Zachwytów naszymi barwnymi strojami nie było końca, każdy spoglądał okiem, a wielu prosiło o wspólne zdjęcie z polskimi Krakowiakami. A i oku mediów to nie uszło uwadze, co później zostało uwierzytelnione w gazecie, radiu czy regionalnej TV.
O godzinie 20,00 organizatorzy – szanowne i surowe jury ogłosiło werdykt w sprawie najlepszej potrawy z bobu. Pierwszą nagrodę, złote Grand Prix dostało towarzystwo Krivi za zupę rybną. Nasze towarzystwo zostało wyróżnione za najładniejszą prezentację podczas fešty, czyli prezentację naszych narodowych strojów ludowych, w które ubrało się troje z nas. Niestety, przy odbieraniu nagrody wyróżnienia zabrakło jedynego przedstawiciela męskiego w naszym Towarzystwie – Krakowiaka Romana. Krakowianka głośnym głosem przez mikrofon próbowała odszukać męża, pomagali uczestnicy fešty – nie pomogło wołanie w języku polskim i chorwackim – zdało się na nic. Krakowiak po prostu znikł. Koniec końcom się znalazł, a wszyscy szeptali…oooo….znalazł się Krakowiak to on….to ten….Zwieńczenie festy zakończyło się polsko – chorwackimi tańcami.
Tym oto wesołym akcentem fešta dobiegła końca, a wszystkie nasze produkty rozeszły się jak ciepłe bułeczki.
Do zobaczenia za rok.