ROWERZYSTA

Jeszcze na początku jesieni napisał do nas pewien obieżyświat – rowerem dookoła świata Krzysztof Skok. Zasłynął jako jedyny Polak, który samotnie na rowerzedojechał do Pekinu w dniu rozpoczęcia igrzysk olimpijskich w 2008 roku. Swoim wyczynem zwrócił uwagę organizatorów i otrzymał prawo zamieszkania w wiosce olimpijskiej. Pokonał 10 255 km samotnej wyprawy z Sopotu do Pekinu. Krzysztof Skok napisał, że wybiera się rowerem na Bałkany i zapytał, czy chcielibyśmy się z nim spotkać i wysłuchać jego opowieści o zwiedzaniu najdalszych zakątków świata rowerem. Stwierdziliśmy, czemu nie, Polak – rowerzysta, na Bałkanach miło będzie się spotkać. Ze względu na sposób podróżowania korespondencja była ciężka a dodatkowo nasz rowerzysta Krzysztof miał nieplanowane przygody, tzn. małą kontuzje swoją i roweru, co spowodowało opóźnienie spotkania. Przewodnicząca Ewa dostała emaila że będzie następnego dnia, czyli 8 grudnia 2010 – nastąpiła panika, jak powiadomimy tak nagle członków „POLONEZA”, ale co lepsze, okazało się, że on będzie za 2 godziny, czyli 7 grudnia dnia o 16.00., więc już zupełnie musieliśmy pozmieniać nasze plany i szybko udać się na stare miasto. I niestety przykro było, że nie mogliśmy powiadomić na czas członków naszego towarzystwa o spotkaniu z tak ciekawym człowiekiem. Krzysztof dokładnie, tak jak poinformował, wjechał do Splitu o 16.00. Parę minut później był pod basztą pałacu, pod umówionym miejscem. Z powodu braku czasu na organizację na spotkanie przyszli tylko Ewka, Monika i Roman. Najpierw poszliśmy na małą kawę do pobliskiego pubu, gdzie Krzysztof zaczął opowiadać o swojej przygodzie z rowerem. Zaczęło się od marzenia – pragnął być na igrzyskach olimpijskich w Pekinie. Ale wiadomo, że taki wyjazd to bardzo duże koszty. Myślał, jak się tam znaleźć tanim kosztem. Przyszła myśl, że rowerem. Bliscy i znajomi zaczęli pukać się w głowę – „Krzysiek oszalał, przecież nigdy nie jeździł na rowerze”. Nie raz słyszałam powiedzenie – „marzenia czasami się spełniają” albo „gdy się bardzo pragnie, spełnia się”. Myślę, że nasz Krzysztof znał te powiedzenia. I spełnił swoje marzenie – dojechał rowerem do Pekinu. Chociaż sam powiedział, że w tej ekstremalnej podróży miał dużo szczęścia – po prostu napotkał bardzo życzliwych ludzi na swojej trasie. I tak się zaczęła jego przygoda z rowerem.  Po gorącej herbacie pokazaliśmy naszemu rowerzyście Split. Opowiedzieliśmy historię powstania Splitu i pałacu Dioklecjana oraz związane z nim legendy i oprowadziliśmy go po magicznych miejscach Splitu. Zaprowadziliśmy go do Grgura z Ninu, aby nasz rowerzysta Krzysztof spełnił następne swoje marzenie. Po takim wyczerpującym zwiedzaniu i dniu pełnym wrażeń dla naszego turysty poszliśmy na obiad do tradycyjnej dalmatyńskiej Konopy, i co ciekawe, późną jesienią spotkaliśmy podczas ciepłej kolacji 4 Polaków, co najmniej jak w sezonie. Rowerzyście poleciliśmy specjalność kuchni dalmatyńskiej, czyli risotto z całymi krewetkami. Przyjemnie było patrzeć, jak uczył się obierać krewetki, aby dostać się do części jadalnej. Podczas smacznej kolacji Krzysztof znowu zaczął opowiadać o swoich ciekawych podróżach rowerem przez świat np. do Ziemi Świętej, do Egiptu, Mongolii, Litwy, Łotwy, Kazachstanu, Azerbejdżanu, Armeni, Zakałkazia i Rosji, przez którą podróżował koleją trans syberyjską. Ponieważ, jak już pisałam, w konobie byli prawie sami Polacy, nasz rowerzysta miał też innych słuchaczy. Po obiedzie i miłej biesiadzie zrobiła się późna godzina. Krzysztof przespał się i o świcie udał się do Zagrzebia.
o nas tez nie zapomniał 🙂
http://www.rowerem.zehej.pl/category/balkany-2010/

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry